Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okiem nacjonalisty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okiem nacjonalisty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 września 2010

Dyskryminacja po lewej stronie

Dyskryminacja po lewej stronie


Tekst jest pisany w momencie, gdy dość głośno zrobiło się o pani "minister ds. równouprawnienia" Elżbiecie Radziszewskiej. Warto najpierw zastanowić się nad sensem samego istnienia i opłacania przez podatników takiego urzędu. Pomijając stanowczo zbyt
dużą ilość urzędów w Polsce i ogromne koszty ich funkcjonowania, to czy naprawdę
jest on potrzebny i czy to tak ważna sprawa, by zajmował się nią specjalny powołany minister? Szum wśród Gazety Wyborczej i innych lewicowo-postępowych mediów wywołała wypowiedź zajmującej obecnie to stanowisko minister z ramienia PO spytanej o to "czy szkoła katolicka, która odmówi zatrudnienia zadeklarowanej lesbijce, może zostać pozwana do sądu?". Pani Radziszewska krótko odpowiedziała, że zdecydowanie nie i że szkoły katolickie mogą kierować się własnymi wartościami i zasadami, (co gwarantuje nawet obecna polska konstytucja w zapisie o prawach religijnych, zaś jak stwierdził czołowy przedstawiciel polskich dewiantów Robert Biedroń "zabraniają tego przepisy unijne") Nie patrząc nawet na poprawność tego stwierdzenia, niestety nie trudno zauważyć, że w tle obecnych wydarzeń w naszym kraju to te drugie przepisy coraz częściej górują nad naszymi. Jak to często bywa z dobrymi wypowiedziami rządzących osób i w tym przypadku członkini Platformy pod zarzutami "homofobii" i "dyskryminacji" wycofała swoje słowa. Warto teraz zastanowić się nad samą definicją dyskryminacji. Słownikowo jest to różne traktowanie ludzi ze względu na ich cechy. Co natomiast oznacza dyskryminacja w środowiskach lewicowych i liberalnych, z którą walka w niektórych ugrupowaniach urosła już do rangi idei? Otóż w logice środowisk lewackich, dyskryminacja, czy uprzedzenie oznacza tylko i wyłącznie obronę mniejszości, które z jakiś niezwykle dziwnych i nieznanych powodów nie są lubiane w kraju. Demokracja, której jak sami twierdzą - największymi przedstawicielami są wyżej wymieniane środowiska mówi, że to głos większości jest najważniejszy. Oczywiście jedną z jej zasad jest "działanie z wolą większości, nie naruszając praw mniejszości", jednak jak wygląda to u naszych unijnych demokratów? Zgodnie z ich myślą, zadeklarowana i obnosząca się ze swoimi dewiacjami nauczycielka została by zatrudniona w katolickiej szkole, która uczy, że homoseksualizm jest grzechem, a uczniowie (a w szczególności ich rodzice) z pewnością nie chcieliby by lekcje prowadzone były przez skrzywioną seksualnie kobietę. Pomijając to, że tak samo jak otyły lub niepełnosprawny nauczyciel nie pokaże na wf-e jak dobrze wykonać ćwiczenie lub kopnąć piłkę (jednak w ramach walki z dyskryminacją i tak możliwe, że będzie zatrudniony) tak samo kobieta bezwstydnie obnosząca się ze swoimi dewiacjami, nie nauczy dzieci ani godności ani szacunku do chrześcijańskich zasad. Podsumowując działanie dla dobra podopiecznych jak i szanowanie ich przekonań jest wg. lewicy dyskryminacją, zaś łamanie woli większości i narzucanie osobom o innych niż "tolerancyjne" poglądach i osobom wierzącym tego, czego nie chcą nie jest już dyskryminacją tylko walką z nią. Warto zaznaczyć, że sprawy w ogóle by nie było i nie była by tak żenująca, gdyby niedoszła pani nauczyciel miała trochę przyzwoitości i nie miałaby nieodpartej chęci dzielenia się ze wszystkimi sprawami swojej wynaturzonej seksualności. Można powiedzieć, że sama dyskryminacja nie jest rzeczą złą, ale naturalną. Człowiek który ceni swój dobytek nie zaprosi napotkanego cygana do swojego domu (gdyż wiadomo czym zajmuje się 99% z nich). Będąc zmuszany przez władzę do oglądania na ulicach obściskujących się pół-nagich facetów, też nie będzie tolerować zadeklarowanych zboczeńców. Czytając o wyłudzaniu pieniędzy od Polski, wpływaniu na jej politykę i oglądający krwawe rytualne mordy na zwierzętach i rozstrzeliwanie palestyńskich cywilów przez Żydów, też nie będzie darzył ich sympatią. Obecne realia są zupełnie inne. Grupy ludzi, którym nie można nic zarzucić mogą być obsypywane krytyką i obrzucane najgorszymi bluzgami, zaś grupy, które cieszą się złą sławą, przez co występuje zjawisko dyskryminacji ich, są objęci specjalną protekcją i pewnym wywyższeniem ponad innych, tylko z powodu tej swoistej nie akceptacji. Udowadnia to, że dyskryminacja nie bierze się znikąd, ale jest odczuciem naturalnym i zapewniającym człowiekowi bezpieczeństwo a zarazem możliwość wyrażenia własnego zdania. W Zachodniej Europie walka z wyimaginowaną dyskryminacją osiągnęła już apogeum i przemieniła się w liberalny, pseudodemokratyczny terror i lewicowy totalitaryzm z ogromnym aparatem cenzury, gdzie ludzie idą do więzień, za jakiekolwiek złe słowo, wypowiedziane w stronę nietykalnych "dyskryminowanych". Pół żartem powiem, więc że dyskryminuję całą liberalną lewicę, za obłudę, hipokryzję i ich dyskryminację, która wychodzi już nawet poza przyzwoity poziom.


MK

środa, 22 września 2010

Młodzież coraz gorsza?


Czasami zastanawiam się, czy to ja przyciągam nienormalne jednostki, czy po prostu tak wygląda dzisiejsza młodzież. W tym artykule chciałabym na podstawie własnych doświadczeń i znajomości, jako, że jestem uczennicą liceum przedstawić niepokojące zjawiska dotyczące młodych ludzi. Celem tego jest znalezienie bezpośrednich przyczyn pewnych zachowań, a także ogólne przedstawienie tego, co w naszym społeczeństwie znaleźć można.

Pierwszym problemem jaki bym chciała poruszyć, są narkotyki, które przynajmniej w mojej szkole są dominującym tematem, by móc zabłysnąć na chwilę. Palenie marihuany przed lekcjami, opowieści o różnych, jakże zabawnych sytuacjach, przechwałki kto więcej gramów miał, a kto taniej sprzeda. No i oczywiście szał na tzw.„smart shopy”, gdzie można kupić sobie wymoczone w jakimś kwasie siano.

Gdy zaczynam rozmowę na ten temat z kimś z kręgu palaczy, zawsze słyszę te wyuczone, powtarzane namiętnie slogany: „Papierosy są bardziej niezdrowe”, „Po alkoholu ludzie zachowują się gorzej”, „Marihuana nie uzależnia”, „Nie ma się kaca” etc. Starają się przedstawić jak najjaśniejszą stronę swej głupoty (bądź już nałogu), powołując się np. na fakt, iż marihuana pomaga w leczeniu różnych chorób, więc dlaczego nie może być ona legalna. (swoją drogą morfina używana była w II wojnie światowej jako środek przeciwbólowy, więc powinna być również legalna! A najlepiej żeby ją podawać przy grypie.) Zostawmy jednak kwestię legalizacji, depenalizacji itd. Byłam nieraz świadkiem sytuacji, kiedy naćpany znajomy wymiotował do kosza na śmieci na lekcji prawie nie kontaktując, inny znów narzekał, że go szlag trafi, jak nie zapali, ale nie ma pieniędzy na towar, następnie pewna dziewczyna po imprezie, na której paliła, stwierdziła, że wszystko ją bolało na drugi dzień i czuła się bardzo niedobrze.Ciekawe jest to, że w rozmowie z przeciwnikami narkotyków, używają tych wszystkich haseł opisujących cudowność tegoż zioła, a gdy myślą, że nikt ich nie obserwuje i nie słucha o czym rozmawiają, sami w swoim kręgu dostrzegają, że tak naprawdę jest coś nie w porządku. Cięższe narkotyki dotyczą raczej nielicznych, już naprawdę bardzo zdegenerowanych. Jeżeli już się o tym słyszy, to raczej chodzi o amfetaminę, rzadziej tabletki. Jednak być może to tylko kwestia czasu.

Kolejną kwestią jest zachowanie i wygląd kobiet. Obecna moda, która na celu ma raczej przyciągnięcie uwagi nie stylem, a nagością, rozprzestrzenia się wszędzie. Lateksowe obcisłe „spodnie”, które jeszcze parę lat temu były dostępne chyba tylko w sex-shopach są dziś głównym elementem stroju każdej dziewczyny, która chce być na czasie. Piersi i pośladki w minimalnie krótkich spódniczkach czy szortach są wyeksponowane celowo, by kusić i prowokować. Image podkradziony prostytutkom z ulicy niegdyś byłby powodem wstydu, tymczasem jest on popularny i uwielbiany. Zadaję sobie pytanie - czy w tych czasach istnieje jeszcze coś takiego jak wstyd? Może i istnieje, ale to raczej mi powinno być wstyd, bo nie pokazuję publicznie mojego tyłka. Dziewczyny czerpią wzorce z tandetnych gwiazd reprezentujących sobą zazwyczaj dno intelektualne, które przykrywane jest kilogramem makijażu. Każda kobieta chce wyglądać ładnie i pociągająco, jednak lepiej iść na łatwiznę i po prostu przyciągać na siłę spojrzenia mężczyzn. Do tego dochodzą nieustające rozmowy o seksie, wulgarne teksty i otwartość w mówieniu o swoich poczynaniach. Tematy tabu przestały nagle istnieć, narodziła się za to akceptacja wszelkiego rodzaju zboczeń. Sporo kobiet w mojej szkole nazywa się same lesbijkami. Ile w tym kolejnej dziwnej mody i chęci nowych doznań – trudno ocenić. One jednak idą w drugą stronę jeżeli chodzi o wygląd – w wielu przypadkach są niezbadane, noszą męskie ubrania i golą głowy. Posługują się feministycznymi hasłami i każdy, kto z nimi się nie zgodzi jest nietolerancyjny, i w ogóle ciemnogród. W tym temacie mogę posłużyć się bardzo trafnym i jak widać ponadczasowym cytatem Romana Dmowskiego: "...Ale dziś panuje moda, nakazująca młodym dziewczynom głuszyć w sobie wstyd kobiecy, mówić głośno o tym, o czym się nie mówiło, pokazywać to czego się nie pokazywało... A wstyd kobiecy to wielka zdobycz naszej cywilizacji, tak samo, jak poczucie honoru u mężczyzn."

A jak to jest z mężczyznami w wieku dojrzewania? Zupełny brak szacunku do kobiet i przedmiotowe traktowanie – z jednej strony być może słuszne, patrząc na ostentacyjne zachowanie nastolatek, jednak z drugiej – wstyd. Ale znów media nam lansują taki sposób zachowania – w gazetach można przeczytać np. „100 sposobów by zrobić zabawkę z kobiety”. Zawsze uważałam, że muzyka także znacznie wpływa na kształtowanie pewnych poglądów. Chłopaki słuchając przesadnego, beznadziejnego rapu o alkoholu, imprezach, seksie, zapewne bez większych przemyśleń przyjmują to i wnoszą w swoje życie. Poza tym, demoralizująca pornografia, która jest wszechobecna, oglądana od dziecka, zapewne jest przyczyną pewnych zwierzęcych zachowań.

Zrozumiałe jest, że zawsze dzieci wchodzące dopiero w okres dorosłości, nie są posłuszne wszystkim zasadom i nie lubią się dostosowywać do schematów. Tak było od zawsze – jednakże dobre wychowanie i kultura osobista to rzeczy, które można pogodzić z młodzieńczym buntem. W tych czasach jednak dorośli sami przyczyniają się do degeneracji młodych - rodzice pozwalają na zbyt wiele niepełnoletnim, którzy nie mają zwykle wyrobionego swojego zdania i poddają się środowisku, w którym żyją. Rodzice wychowują swoje pociechy „bezstresowo”, co kończy się właśnie takim a nie innym zachowaniem. Myślę też, że to właśnie dorośli często podsuwają pod nos dzieciom złe „autorytety”. (przykładem na to może być np. MTV i to co tam serwowane jest młodzieży). Cenić należy jednak te nieliczne wyjątki, które potrafią same myśleć i nie dają sobą manipulować, i chociaż za cenę ośmieszenia i nieakceptacji ze strony reszty, dumnie kroczą przez życie, odrzucając to, co złe. Miejmy nadzieję, że reszta będzie szła za ich przykładem.

Panna P.

poniedziałek, 6 września 2010

Globalne i lokalne perfidia



Na co dzień nie spostrzegamy czasem podświadomych a częściej afirmujących się haseł kosmopolitycznych. Na myśli mam głównie emanowanie słowem „Europejczycy”. Na siłę w ostatnim czasie próbuje się nam wmówić, że jesteśmy Europejczykami po wejściu do struktur Unii Europejskiej (wcześniej chyba byliśmy azjatami w takim rozumieniu). W sferze gospodarki na produktach pojawiają się napisy „wyprodukowano, w EU” co świadczy o perfidii, w jaką nas wplątano, czyli tworzenia nowego sztucznego państwa, w którym nie będziemy mieli wiele do powiedzenia. Jedyne, co nam pozostanie to ślinić się i pięknie kłaniać, gdy raczą dofinansować coś (za nasze składkowe pieniądze) z swej wspaniałomyślności. Co więcej owo wyprodukowanie w EU nie mówi nam wiele, nie wiemy czy jest to nasz rodzimy produkt czy zagraniczny. Poniekąd jest to także przykrywka dla zamaskowania braku produkcji polskich towarów. Śmiem twierdzić, że staliśmy się społeczeństwem podobnym do niewolników, którzy nabywają drogie towary od swych panów a jedyne, co mają to ich ręce przeznaczone do ciężkiej wyzyskującej pracy. Oto niektóre cechy świata globalnego, jaki serwuje się nam. Warto też wspomnieć o drugim wymiarze – świecie lokalnym. Oba są ściśle powiązane, aby wyeliminować w przyszłości a póki, co zesłać na drugi plan państwo narodowe. Hasłem promowanym przez pewną gazetę jak i szersze media jest „myśl globalnie, działaj lokalnie”. Z pozoru niegroźne, lecz może na innym przykładzie sprawa bardziej się rozjaśni: oto tytuł książki stworzonej po serii spotkań naukowych o takiej samej nazwie „Europa, Śląsk, świat najmniejszy”… a przepraszam bardzo a gdzie tu Polska? Czy jej pominięcie to nie przypadek? Tego typu zagrywek jest więcej, na dzień dzisiejszy nie niosą katastrofy dla państw narodowych. Lecz ich upowszechnianie się wkrótce zaowocuje
Na koniec jeszcze jeden przykład. Na afiszach pojawiają się hasła „śląskie pozytywna energia” jest to promocja województwa śląskiego, ale tam nigdzie nie ma słowa, że to województwo tylko dziwna forma odmiany - „śląskie”. Dodatkowo na jednym z afiszów pisano o tym, że mamy wszystko, czego nam potrzeba – uniwersytety, przemysł, kulturę i rozrywkę. Widząc to na myśl przyszło mi, że gdybym był ogarnięty separatyzmem i chciał stworzyć własne państwo, właśnie tak bym je promował.

Dymitr

wtorek, 31 sierpnia 2010

Nie wierzcie elektrykom!




XXX lecie porozumień sierpniowych.

„Oto stary jest kombatant
Co zasługi ma wspaniałe
Kiedyś z ludem był pod stocznią
Noce spędzał w styropianie

Teraz się urządził nieźle
I ma w dupie robotników
Co dzień kradnie ile wlezie
I nie znosi głośnych krzyków”

W mediach zabrzmiało od pochwalnych wypowiedzi na temat przemian zapoczątkowanych przez Solidarność. Zarazem gromy posypały się na dzisiejszych związkowców z tegoż ruchu za to, że… wygwizdali pewnych ludzi (towarzyszy z przeszłości), którzy okazali się sprzedawczykami piastującymi dziś wysokie stanowiska. Obecny system gloryfikuje takie postacie jak Lech Wałęsa, które zapewne będąc agentami SB przy szopce zwanej okrągłym stołem dogadały się z reformatorami z PZPRu i podzieli się Polską szarpiąc i odgryzając, co lepsze kąski. Dziś żyjemy w rzeczywistości, którą nam stworzyli, w kraju, który został zdemontowany.

„Od kiedy elektryk został dozorcą
To lata z siekierą po całej dzielnicy
Żarówki pękły lub się nie palą
Jest ciemno jak było i tylko ktoś krzyczy”

Najsmutniejsze jest to, że walka wielu poszła na marne gdyż dali się oszukać, wpadli w objęcia politycznego matrixu. Hasło brzmiało „precz z komuną” a nie „porozumienie z komuną”, ale o tym już mało, kto dziś pamięta a media, czyli współczesny strażnik nowego nieładu dba by gloryfikować pokojowe przemiany, które upodliły nasz naród.

Dymitr

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Wykolejeni




Już od 20 lat w odradzających się ideach nacjonalizmu w Polsce zagościł chwast, który utożsamia się z narodowym socjalizmem. Nie było by w tym czegoś nadzwyczajnego gdyż w okresie II Rzeczypospolitej istniały ugrupowania określające się tymże mianem o znikomym poparciu społecznym. NS, o którym będzie mowa jest zupełnie inny. Przede wszystkim nie jest to idea nacjonalistyczna, choć wykazuje wiele podobieństw. Czerpie z nacjonalizmu i wypacza w nim wiele. Podstawą w niej nie jest naród a rasa, co więcej często mimo emanowania symbolami biało-czerwonymi, naszym godłem, itp. ujawnia filogermańskie cechy oraz podświadomy kompleks niższości słowiańszczyzny wobec tego, co germańskie/niemieckie. Można to dostrzec w zachowaniu pewnych osób, które w profilach internetowych używają niemieckich! nazw miejscowości np. Gleiwitz bądź Danzig. Pozdrawiają się słowami „Sieg Heil”, „88”. Popadają w fascynacje osobą Adolfa Hitlera, (tego samego, który ich dziadków bądź pradziadków prawie, że wysłał na „tamten świat”) żołnierzy Waffen SS (jako swych mentorów oraz bohaterów walczących niby o białą rasę, która w ich mniemaniu ograniczała się do germańskiego szczepu, ale o tym już się nie wspomina). Bardzo ładnie ujął to autor pewnego artykułu z pisma Securius pisząc że gdy III Rzesza doznała klęsk i poczęła się wycofywać nagle okazało się że nie walczy ona o germańskie imperium a o białą rasę (mięso armatnie było potrzebne). Informacje te nie są nowością, ale warto zastanowić się czy aby na pewno nie jest się skażonym tymi wypaczeniami w jakimś stopniu, co często powoduje sprzeczności a wręcz obrzydzenie czy „szopkę”. Przykładem może być np. treść pewnych piosenek o charakterze wybitnie pochwalnym wobec poczynań III Rzeszy a zarazem komponowanie takich o bohaterstwie obrońców z września 1939r. Ostatnio spostrzegłem dla przykładu, że zespół o nazwie Gammadion używa loga ( http://4.bp.blogspot.com/_TYUmbL_fIhk/S_48tCsvTGI/AAAAAAAAAWU/I5VxK0NqzK8/s1600/29632_logo.jpg ), które jest przerobione na wzór opasek wojsk Hitlera ( http://www.zrcx.com/Article/UploadPic/whatfor/aa5/opaska_rfss.jpg ). Wkomponowano w to głowę orła polskiego i to jest właśnie kwintesencja tejże głupoty. Mieszanie, kombinowanie i naginanie historii by tylko przypasować ukryte bądź jawne fascynacje i odziać nimi nasz patriotyzm. Tego typu rzeczy jest tyle, że nawet trudno by było podjąć się syntezy odchyleń… Wracając do sprawy białej rasy, co ona oznacza? Dla normalnego Polaka powinna być oczywistością gdyż jak pisał H.Sienkiewicz w Potopie dzieci rodzą się białe a nie czarne to dla (chciałem napisać „polskiego”, ale to nie jest polski ruch) narodowego socjalizmu jest to paranoja, którą określa się często mianem wiary (kult rasy). Jest to nowy motor napędowy idei internacjonalistycznej, niegdyś klasa robotnicza jako element ponad narodowy dla komunistów dziś rasa spełnia tę samą funkcję dla narodowych socjalistów (a raczej powinno się ich zwać międzynarodowi socjaliści). Przykładem konkretnego podobieństwa jest schemat myślenia tego kolektywu. Oto cytat z pierwszej strony organizacji Blood&Honour „jesteśmy lojalni wobec zagranicznych towarzyszy jak i ich decyzji oraz metod działania”, Czyli wszystko jasne, międzynarodówka pełną parą! Aż przypomniała mi się lojalność polskich komunistów wobec Stalina, którzy to spełnili życzenie(rozkaz) przybycia do ZSRR, czyli ich ostatniej podróży w życiu.Na koniec warto zwrócić uwagę na osiągnięcia tychże ludzi i szczerze powiedziawszy nie ma się, czym chwalić. Kiedyś może i wydawano różne ziny, które były ciekawsze pod względem graficznym niż treści. Powstało kilka dobrych zespołów muzycznych, (mimo że niektóre treści w tekstach budzą niesmak) a poza tym prócz tego, że okopano kogoś uważanego za lewaka nie zrobiono nic pozytywnego. Gdyby ktoś przeprowadził badania statystyczne o stopniu alkoholizmu w tej grupie uważam, że wykraczałby on drastycznie ponad średnią krajową, to samo tyczyłoby się wielu innych negatywnych aspektów życia. Tak, więc panowie narobiliście szamba a teraz na nas pokazuje się palcem i utożsamia z tymi wybrykami. Może i czasem trudno wam odmówić patriotyzmu, ale i trudno prymitywizmu. Myślę, że przede wszystkim należy dojrzeć i wraz z Polską w sercu wkroczyć na drogą nacjonalizmu. Człowiek podobno uczy się całe życie, dlatego niech dawne odchylenia pozostaną lekcją do zapamiętania. Wkrótce nieco o alternatywnie, która określa się także mianem Narodowego Socjalizmu, ale polskiego! w latach po przemianach 1989 roku.

Dymitr

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Zamiast walczyć o pracę i lepszą przyszłość domagają się legalnego ćpania





W sobotę 14.08.2010 r. w Rybniku miał miejsce pierwszy dzień obchodów narkomanów na rzecz legalizacji marihuany, które zakończą się we wtorek. Akcja nie była w ogóle rozpowszechniona, więc dowiedzieliśmy się o niej dopiero w niedzielę. Dziś, tj. poniedziałek, zorganizowaliśmy pikietę, która wyprowadziła degeneratów z równowagi. Pochód rozpoczął się na rybnickim rynku, później przemaszerowano pod urząd miasta i komisariat policji. Towarzyszyliśmy im z transparentem „Sądzić, karać, resocjalizować”. Zorganizowana przez nich manifestacja przebiegała chaotycznie, połowę trasy przeszli bez żadnych haseł. Następnie usiedli pod komisariatem, zbulwersowani i zadziwieni zapewne faktem, że doniczki z zasadzoną konopią, które postawili w wcześniej zniknęły (ciekawe, kto się tym zajął… ;-) ) Staliśmy z rozwieszonym transparentem naprzeciwko nich, kpiąc z całej ich akcji, co doprowadziło do ich jeszcze większego zdenerwowania. Ich nawoływania nie znalazły żadnego odbiorcy, za to my spotkaliśmy się z aprobatą ludzi. Nie mając żadnych argumentów, stać było ich tylko na wulgarne gesty i nieliczne okrzyki w naszą stronę. Po przesiedzeniu godziny na chodniku, znudziło im się robienie nam zdjęć i poszli w swojej beznadziejności zapewne zjarać się na pocieszenie, wśród braku zrozumienia w normalnym społeczeństwie.




Nasze hasło spotkało się z wieloma oklaskami.



Pełna mobilizacja. Wygląda na to, że niektórych zmuszono do wzięcia udziału w manifestacji.

poniedziałek, 19 lipca 2010

w cieniu codzienności




Jako, że nikogo nie zainteresował (czy może też nikomu nie chciało się ruszyć z tyłków z barów?) marsz Ruchu Autonomii Śląska, który odbył się 17 lipca w Katowicach, postanowiliśmy wraz z Frontem Błyskawicy wziąć tę sprawę w swoje ręce. Zorganizowaliśmy niewielką akcję plakatową dzień przed imprezą. Na trasie, którą miał iść pochód, oraz na głównych ulicach miasta rozlepiliśmy ok. 200 plakatów w sprawie polskości Śląska. W dzień marszu rozdawaliśmy także ulotki. Akcja była wyrazem oporu nas, młodych ludzi, przeciwko niezdrowemu separatyzmowi.




Panna P.

sobota, 26 czerwca 2010

Którędy droga?



Obserwując to, co się dzieje mam wrażanie, iż stoję z boku, a wokół mnie trwa gorączkowa walka o to, która kanapa znajdzie się w kącie. Co pewien czas ktoś próbuje dobijać się do mej głowy wytykając mi, że nie maszeruje z nim w pochodzie. Odnoszę wrażenie, iż trwa wyścig szczurów, lecz bynajmniej nie kończy on się określonym celem-metą. Trwa nagonka jednych wobec drugich. Każda ze stron przedstawia inny model.
Tu ktoś przyodzieje dość osobliwe stroje zwane często mundurkami (koszula, krawacik – fasci elegancja). Do tego dołączy niezgrabny „równy” krok marszowy. Oczywiście, bez gestów uniesionej dłoni nie może się obejść! Parę okrzyków o żydach i Wielkiej Polsce rozgrzeje dziesiątki serc i wprawi w przerażenie/ubaw setki przechodniów. Albo w innym wypadku nie spowoduje nawet zwrócenia uwagi... Do tego trochę wskazówek życiowych o ponadczasowych tezach z lat 30 ubiegłego wieku (tak ubiegłego, XX wiek skończył się parę lat temu, jakby ktoś nie dostrzegł). I walka trwa!.
Innym razem widzę czarną falę zamaskowanych „bojowników”. Pewne elementy stroju sugerować mogą, że to wycieczka nad jezioro. Deszczowa pogoda jednak rozwieje wszelkie wątpliwości na temat chłopców w okularach przeciwsłonecznych. Czarne stroje świadczą o tym, że jest to masz żałobny, idą pochować polski nacjonalizm na złomowisku idei. W zamian oferują nowinki z zachodu, „nacjonal und socjal” ( das ist gut!). Może komuś (z otyłością) wręczą ulotkę zatytułowaną „bądź aktywny”.
Jednak nie bawią mnie te formy spędzania wolnego czasu. Włączę telewizor może tam coś odpowiedniego dla mnie będzie. No proszę są, chłopaki w garniakach. Mówią coś o negatywnych skutkach (dla cywilizacji) wejścia do Unii Europejskiej– szary zjadacz chleba na pewno to zrozumie, zważając na to, że jego sytuacja od tego czasu pogorszyła się katastrofalnie gdyż nie ma, co jeść i pić…
Mam dość, idę do baru, gdzie spotykam znajomych. Witają mnie radośnie – zig haj. Trafiłem w samo centrum codziennego (po pracy lub zamiast pracy) spotkania ideologicznego gdzie poruszane są ważne kwestie dotyczące bytu narodowego. Na tle biało-czerownej flagi na piedestały wynoszeni są żołnierze Waffen-SS, przy akompaniamencie braterskiej muzyki naszych odwiecznych „przyjaciół” z zachodu. Niestety, jeden mówca tak przejęty tą dysputą obalił się ze stołka, nie pomogło mu bynajmniej wlanie w siebie czterech litrów piwa, które miały „wspomóc” utrzymanie równowagi. Wychodząc byłem jeszcze świadkiem „oczyszczania” kraju. Jakiś klient zapomniał obciąć włosów, a jak powszechnie wiadomo przyczynia się to roznoszenia pcheł, dlatego też chłopcy postanowili mu o tym przypomnieć pozostawiając trwałą wiadomość pod jego okiem.

Dymitr

niedziela, 20 czerwca 2010

Kolejne wybory



Wyniki wyborów nie powinny nas dziwić, wszakże wybory prezydenckie to głosowanie na ludzi namaszczonych w mediach. Nie od dziś widzimy sytuację, w której kilku kandydatów jest poważnie traktowanych i przedstawianych w jak najlepszym świetle. Pozostali gdzieś w kącie porannych programów lub na marginesie gazet próbują zaistnieć. Dla wybrańców rezerwowane są programy, np. z cyklu z kamerą wśród zwierząt o tytule „Tomasz Lis na żywo”, w których to robi się wszystko prócz przedstawienia konkretnego programu politycznego. Dla innych rezerwuje się ok. 5 min czasu antenowego, w którym to próbuje się wykpić ich osoby. W darmowo kolportowanym brukowcu „Metro” (sponsorowanym przez środowiska mające na celu ukierunkowanie opinii publicznej) opisano poszczególnych kandydatów w sposób specyficzny dla obrazu medialnego w naszym kraju. Mianowicie każdy z nich dostał łatkę-epitet, który mniej lub bardziej kompromitował go, prócz wybrańca, czyli pana Komorowskiego. Co do jego osoby warto wspomnieć że jeszcze do niedawna był w cieniu Tuska. Dla wielu ludzi nieznany, dziś numer jeden w nadchodzących wyborach. Czyż telewizja nie czyni cudów?... „Kiedy ktoś pyta [w Brukseli bądź Waszyngtonie – przypuszczam] skąd jestem odpowiadam z Polski”, a kiedy pyta ile? – co pan odpowiada, jak jest pańska cena?...
W dzisiejszych wyborach pozostanie jedynie nadzieja, iż frekwencja będzie jak najniższa, oby Polacy nie brali udziału w tej szopce z rozsądnych powodów. Po kartce wyborczej nie należy spodziewać się rewelacji, będzie to tylko przypieczętowanie na kilka kolejnych lat obecnego zapłakanego stanu naszego kraju i wmawianie niezadowolonym, że to był „demokratyczny wybór”(czyli niekwestionowany bo jakże można spróbować powiedzieć że coś jest w tym nie tak!). Jako puentę warto przytoczyć słowa piosenki „Krzyk Rozpaczy” żorskiego zespołu Ofensywa: „oni się śmieją, ciągle się śmieją, patrząc z góry głośno się śmieją, mając władzę zawsze się śmieją, oni się śmieją, śmieją się z nas”


Dymitr

środa, 16 czerwca 2010

słowo wstępne



W XXI wieku u progu przemian dziejowych, w czasie powszechnej degeneracji społeczeństwa, przy zatraceniu fundamentalnych wartości takich jak rasa, naród, rodzina naczelną pozycje zdobył nieokiełznany materializm.
Wobec tych przemian, my młode pokolenie przeciwstawiamy się w zwartym szeregu.
Wysuwamy postulaty i żądamy godnych warunków bytu, pracy, opieki państwa.
Z tych powodów zebraliśmy się z zamiarem stworzenia bloga, który ma na celu krystalizację postaw w obecnym świecie. Dlatego też nasz blog będzie spełniał funkcję konsolidacyjną głosów zdrowego oporu wobec systemu.
Skupiać będziemy się na twórczym ujęciu spraw doczesnych nie pomijając aspektów z przeszłości. Dlatego też podzieliliśmy nasz blog na działy: „okiem nacjonalisty”, czyli opis wydarzeń bieżących, „spojrzenie w przyszłość” oraz „z kart historii”.
Jednocześnie prowadzić będziemy w miarę naszych możliwości spotkania, na których przedstawiane będą referaty, umieszczane później na blogu.
Nasza strona służyć będzie także osobą, które indywidualnie podejmują się owej tematyki, lecz nie mają sposobności aby ją zaprezentować publicznie.
Zachęcamy do kontaktu z nami